25 sierpnia posługę duszpasterską w naszej parafii rozpoczął ks. Mateusz Woroniecki. Życzymy księdzu Mateuszowi otwartości na Bożą łaskę i sił do pracy w naszej parafii. Ks. Mateusz pochodzi z parafii św. Antoniego w Kosakowie.
(fragment artykułu- https://gdansk.gosc.pl/doc/8839257.Prymicyjna-Msza-sw-w-seminarium)
Mateusz Woroniecki urodził się w Wejherowie, 28 grudnia 1997 roku. Jego rodzicami są Anita i Piotr. Ma również młodszą o 5 lat siostrę Agnieszkę. Pochodzi z Kosakowa, z parafii pw. św. Antoniego Padewskiego. Z zawodu jest kucharzem, ukończył technikum w Zespole Szkół Hotelarsko-Gastronomicznych w Gdyni. – Kiedy wychodziłem z domu do seminarium, mój tata powiedział, że teraz się całkowicie przebranżawiam. Odpowiedziałem mu wtedy, że od teraz chciałbym po prostu karmić ludzi słowem Bożym I to można rzeczywiście łączyć, choćby na wakacjach z dziećmi czy młodzieżą – opowiada. Jego popisowe danie? – Kocham naleśniki, wychodzą mi bezbłędnie. Koledzy z seminarium twierdzą, że pizza też jest całkiem w porządku – śmieje się. Za sentencję, która ma go prowadzić w kapłaństwie, wybrał słowa: „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary. Bom nie przyszedł wzywać sprawiedliwych, ale grzesznych” (Mt 9,13). Jego droga do wiary, a potem do kapłaństwa, nie była wcale taka oczywista. – W pewnym momencie mojego życia byłem daleko od wszystkich – od ludzi, od rodziny, od Pana Boga. Jednak dwóch moich najlepszych przyjaciół, Jacek i Szymon, przyciągnęło mnie na powrót do Kościoła. Zacząłem wtedy czytać Pismo Święte, oglądać katolickie treści w internecie. Przełomowym momentem były rekolekcje u jezuitów, kiedy natrafiłem na tekst o powołaniu celnika Mateusza, m.in. na te słowa, które umieściłem na swoim obrazku. To mnie bardzo uzdrowiło i podniosło na duchu, a w dalszej perspektywie utwierdziło mnie w powołaniu. Pragnę, aby również inni doświadczyli tej łaski Bożej, co ja – opowiada o swojej decyzji. Zanim wstąpił do seminarium, przez 3 lata był wolontariuszem w gdyńskim Hospicjum św. Wawrzyńca. Tam zaczął uczestniczyć w codziennej Eucharystii. Wcześniej nie był ministrantem, więc było to dla niego pierwsze doświadczenie bliskości z ołtarzem. W jego parafii posługiwał wówczas ks. Bogdan Pulczyński, dziś już nieżyjący. – Pokazał mi, jak się służy. Dużo mi mówił o Panu Bogu, a przede wszystkim dawał piękne świadectwo człowieka pokornego, który miał serce do młodzieży – wspomina. Jak wyobraża sobie swoje kapłaństwo? – Chciałbym być duchowym ojcem dla innych. Chciałbym się w tym spalać – podkreśla. – Pan Jezus powiedział, że posyła nas jak owce między wilki. Wiem, że nieraz będziemy atakowani. Wiem, że wyzwaniem będzie dotrzeć do niektórych z Ewangelią, bo są bardzo zamknięci – mówi neoprezbiter.