KOMENTARZ DO LITURGII SŁOWA

7 czerwca 2026

Jedenasta Niedziela zwykła
14 czerwca 2026; Rok A, II
Czytania liturgiczne: Wj, 2-6a: Ps 100(99), 2-3. 4-5; Rz 5, 6-11; Mk 1, 15
 
Lektura tekstu z Księgi Wyjścia, przywołana przez Kościół w niedzielnej Liturgii Słowa, może przyprawiać człowieka wiary, współcześnie, o zazdrość wobec starotestamentowego Izraela i jego kolejnych, potomnych pokoleń. Zwycięski nad Egipcjanami Bóg, u stóp góry na Synaju, zapowiedział Izraelowi, iż: „… będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym.” To uczucie, jeśli byłoby się pojawiło, winno być mitygowane słowami Piotra, który w swoim liście apostolskim, oznaczonym jako pierwszy pisał do ludzi wiary wspólnot Pontu, Galacji, Kapadocji, Azji i Bintu. Wspólnoty te, nie były współtworzone wyłącznie przez Izraelitów, a mimo to pisał do nich tak: „Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym...” (1 Pt 2, 9) 
 
Porównanie słów Piotra z natchnionym tekstem Księgi Wyjścia, zaskakuje ich zgodnością. Oba zapisy dzieli, może nawet, dwanaście stuleci. To jednak nie wpływa w żaden sposób na siłę ich spójność. A jeśli uznać, w zgodzie z intencjami Piotra Apostoła, że duchowy status wybrania, odnosi się również do członków tamtych, przywołanych wyżej wspólnot ludzi wiary, a wcześniej pogan w logice żydowskiej tradycji, teraz włączonych w błogosławieństwo wybrania przez tego Samego Boga, to jakże radosny winien to być moment w ich życiu. 
 
Kto się myli: Bóg czy człowiek
 
Oba przywołane zapisy, ten z listu Piotra i ten z drugiej Księgi Mojżeszowej, mimo ich duchowej spójności, to dzieli je jednak coś, co trzeba uznać za istotniejsze niż upływ czasu. Bóg, posługując się natchnieniem Mojżesza, zwraca się do potomków Abrahama, kieruje je zatem do dwunastu pokoleń jego potomka Jakuba, do Izraela. Piotr Apostoł zaś, chwalebnego określenia dla wyjątkowej tożsamości Izraela jako wybranego przez Boga i użytego przez Samego Stwórcę na Synaju, nie ogranicza już tego honorowego tytułu tylko do Izraelitów, wierzących w Boga Jedynego według tradycji patriarchów Abrahama, Jakuba i Mojżesza. Jak należy to interpretować? Czyżby Bóg, odnosząc się do natchnionego zapisu z Księgi Wyjścia, pomylił się albo czyżby Bóg zmienił Swoje zdanie w odniesieniu do Izraelitów? 
 
Byłoby to, śmiertelnie wprost, zaskakujące w odniesieniu do Boga, Istoty nieomylnej, Istoty wiedzącej wszystko z tego, co było, co jest i co miałoby się jeszcze dokonać. Byłoby to też śmiertelnie zaskakujące w odniesieniu do Istoty o, Boskiej i nieodwołalnej, wierności raz wypowiedzianemu przez Siebie Słowu. 
 
A, może to Piotr źle, błędnie odczytał natchniony przekaz Tory, zwracając się też do, z perspektywy tradycji żydowskiej, wcześniejszych pogan, tytułując ich Bożym wybraństwem? W kontekście pewnego zdarzenia z okresu nauczycielskiej misji Jezusa, relacjonowanej niedzielną Ewangelią, takie stwierdzenie można byłoby uznać, nawet, za zaskakująco uprawione. A zatem, czy naprawdę to Piotr się pomylił, pobłądził? Dobrze jest tu przywołać ten fakt: Jezus, wysyłając Apostołów z Jego misją, adresatów tejże określił bardzo jasno tak: „Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela.”  Jezus, udzielił się uczniom Swoją mocą uzdrawiania z chorób ciała, uwalniania od złego ducha, ale którą mieli użyć dla Dobra, wyłącznie, domu Izraela. Można zasadnie przyjąć, że działo się tak nie z innego, jak się wydaje powodu, ale jego wybrania za dni Abrahama, Jakuba i Mojżesza. Kontynuując tę logikę myślenia, można byłoby zapytać nieco obrazoburczo tak: czyżby człowiek starotestamentowy i ten za dni Jezusa, był nie tylko podobny i na obraz Boga, ale i Bóg, czyżby mógł się mylić co do ludu Izraela… na podobieństwo człowieka? 
 
Co stoi zatem, za tym biblijnym faktem, praktycznie, pełnej zgodności obu konstatacji biblijnych o ludzie wybranym, pomieszczonych w drugiej Księdze Biblii i w Liście Piotra Apostoła, mimo, że dzieli je wiele. Dzieli je odległy, oddzielający je wielowiekowy okres czasu i z perspektywy wielowiekowej tradycji wiary starotestamentowego Izraela, dzieli je zaadresowanie ich do jakże odmiennych grup wiernych, albo odmiennych grup ludzi wierzących? 
 
Piotr Apostoł w logice prawdy o istocie wybrania
 
Nie będąc Izraelitami, wyzwolonymi z niewoli Egipskiej, czterdzieści lat podążających przez pustynię w oczekiwaniu na spełnienie się dla nich obietnicy Ziemi Obiecanej, w logice listu Piotra, wszyscy członkowie wspólnoty Pontu, Galacji, Kapadocji, Azji i Bintu zyskują niezwykłą, unikalną, osobistą relację z Bogiem i Stwórcą. Ten Bóg, Bóg Abrahama i Jakuba, Jest ich Bogiem. Ten Bóg, mimo nieprzystawania ich pochodzenia do pokrewieństwa krwi z patriarchami Izraela, uznaje ich za Swój lud. Ten Bóg przyznaje się do nich tak, jak do Abrahama i Mojższa. W tym sensie, list Piotra, przyznanie przez niego, że są tak samo wybrani, jak praojcowie w wierze Piotra, Izraelity, jest rewolucyjny, a dla sztywno interpretujących tradycję wiary Izraelitów, obrazoburczy. Piotr tak daje wyraz swojemu przekonaniu, że radość z wybrania winna również towarzyszyć niedawnym poganom, tylko ze względu na ich wiarę. 
 
Jaka to radość, co winna taka radość z wybrania wywoływać i do czego prowadzić, w Psalmie 100, przywołanym przez Kościół tej Niedzieli w Liturgii Słowa, opowiada Dawid, człowiek wybrany i królujący Izraelem. Dobrze jest sobie przypomnieć w kontekście tej sprawy i tego wielkiego człowieka i wielkiej historii Izraela z nim związanej, następujący fakt. Pradziadkiem Dawida był Boaz, a jego żoną była Rut, z pochodzenia Moabitka. Moabici, historycznie rzecz biorąc, byli to odwieczni wrogowie Izraela. Nie biorąc pod uwagę innych faktów, to ze względu, wyłącznie, na pochodzenie Rut, można byłoby powiedzieć, że dziadek Dawida, Obed, mógłby być uznany za wyrzutka, albo raczej za poganina w bardzo tradycyjnie rozumianym społeczeństwie Izraela. Zresztą, tradycja pozabiblijna podobne wątpliwości widzi także bezpośrednio w pochodzeniu Dawida, w tym upatrując traktowanie go przez siedmiu starszych braci za rodzaj wyrzutka, pomijanego w bieżących wydarzeniach i planach rodzinnych. 
 
Piotr, swoim listem do pierwotnych wspólnot Kościoła tak daje dowód na to, że i dla niego obecność Rachab i Rut w rodowodzie Dawida, a tym samym przecież w rodowodzie Jezusa według Mateusza Ewangelisty, to kluczowy i duchowy znak. Pokazuje, że Mesjasz nie pochodzi z linii „czystej” krwi, ale niesie w sobie krew wszystkich narodów. Prawdziwym, bowiem, nośnikiem życia, za jaki brana była krew w głębokiej i wielowiekowej tradycji Izraela, jest raczej wiara, traktowana jako żywe doświadczenie duchowe Boga i Jego Obecności, duchowej i osobowej, źródła Istnienia. Tego właśnie przykładem jest historia życia Dawida, Bożego wybrańca i pomazańca, w którego ręce Bóg oddał władzę nad swoim ludem. Jego wiara w Boga Jedynego, i Jego mocą, dowodzona postępowaniem Dawida i słuchaniem Boga, uczyniła tak wiele dla Dobra Izraela, że pamięć o dokonaniach Dawida trwa nieprzerwanie już trzy tysiące lat. To dobra, chwalebna pamięć i to nie tylko dla starotestamentowego Izraela, ale i dla Izraela Nowego Testamentu, do Którego należy nasz Kościół. 
 
Bóg się myli, ale tylko w rozumieniu ślepych i głuchych, nieświadomie lub z wyboru
 
Mocny, powyższy śródtytuł ma jedno, wyłącznie, zadanie, by przeczytać raz jeszcze tekst pierwszego czytania z Księgi Wyjścia. Chodzi o to, by przy kolejnym oglądaniu tekstu, zauważyć związanie przez Boga chwalebnego tytułu wybrania człowieka przed Jego Obliczem z jednym warunkiem. Brzmi on tak: „Teraz, jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów…” Jak ważne to wskazanie, Bóg podkreśla, opisując przyszłość człowieka, który wypełniłby je: „…będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym.” Słuchanie głosu Boga i wierność Jego Przymierzu mają jeden cel: spójność ducha człowieka i Ducha Bożego. W tym Jest życie przemienione dla człowieka, życie na obraz i podobieństwo Stwórcy. Drogą do niej jest ofiarność człowieka, który dla wypełniania Przymierza Bożego jest gotów poświęcić to, co wydaje się i niezwykle łatwe i niezwykle trudne: swoje emocje, czasem ból, cierpienie, powstrzymywanie się przed zaspokajaniem swoich ambicji nie posługując się Dobrem, ale zaprzeczając Mu w czymkolwiek, oddalając od siebie chęć spełniania pojawiających się w jego wnętrzu, w jego myśleniu pożądań, niesłużących prostej prawdzie o Dobru. A to, wierność prawdzie o Dobru, oznacza jedność człowieka z Bogiem, Który Jest Dobrem. Paweł Apostoł swoim listem, skierowanym do nowotestamentowej wspólnoty wierzących w Rzymie, jasno wykazuje, jaką wartość ma wierność Bożemu Prawu. Posługuje się w tym Imieniem Jezusa, Który wypełnił Prawo Boże co do joty i to jest istotą Przymierza Boga z człowiekiem. To, jest istotą wybrania człowieka przez Boga, bo Bóg udziela się w duchu człowiekowi Dobrem Swoim. To jest istotą dobrego istnienia w ciele człowieka, by zyskać mógł on istnienie na obraz i podobieństwo Boga: wieczne. 
 
Tę nieprzemijającą wartość Dobra w życiu Człowieka, Paweł Apostoł opisał wspólnocie rzymskiej tak: „Chrystus umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdy jeszcze byliśmy bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami.” To obraz Człowieka, Który dał Swoje Istnienie w ciele Dobru nie, wyłącznie temu, Które nazwać można Dobrem własnym. 
 
Ostrzeżenie dla ślepych i głuchych
 
Niedzielne czytania, to wskazówka dla człowieka wiary, pragnącego doświadczyć Boga. Droga do tego, to naśladować Jezusa w Jego przeżywaniu istnienia w ciele, bo to szkoła Ducha. A, On postępował dobrze, w tym okazał się ofiarnie wierny prawdzie o tym, co jest dobre i co Jest Dobrem. Jego w tym naśladowanie, to prawdziwe doświadczenie wiary, traktowanej jako doświadczenie Boga. Tym jest nie, co innego, jak przeżywanie Dobra, wybierając Je w duchu i poprzez dobre postępowanie codzienne. To i brama dla człowieka i droga człowieka do tego, co nazwać można jego jednością z Bogiem żywym. Nic wielkiego, nic tajemniczego na tyle, by człowiek nie mógł temu sprostać, nie zauważyć, nie usłyszeć, nie zrozumieć. 
 
Ale, jednocześnie, treść niedzielnej Liturgii Słowa, to twarde ostrzeżenie dla tych, którzy nie tyle wierzą, ale buńczucznie deklarują przynależność do Kościoła Jezusowego, nie dając dowodu dobrym postępowaniem, wiernym Prawu Bożemu. I to bez względu na stan, na powołanie, na miejsce w hierarchii Wspólnoty naszego Kościoła. O prawdziwie przeżywanej wspólnocie z Kościołem Jezusa nie decyduje ani przynależność do określonego narodu, przyznawania sobie tytułu wybranego, ani głośne deklarowanie wiary w Boga Jedynego. Bo to, bez dawania dowodów na związanie się w duchu swoim z Bogiem nie inaczej, jak Dobrem swojego postępowania, jest jedynie potwierdzeniem duchowej ślepoty i duchowej głuchoty. A to, wbrew przyznawania sobie statusu nieodwołalnego tytułu wybraństwa, nie bacząc na Prawo Boże, wbrew uważania siebie za równego Bogu, poniżając innych ludzi, jest głupstwem przed Obliczem Boga, a może Jego obrazą. 
 
Bóg nie potrzebuje infantylnie wierzących i niby twardo walczących w „Jego obronie”. On Sam Jest, jak to powiedział Mojżeszowi u podnóża Synaju o Sobie Samym, Panem wszystkiego: „…, gdyż do Mnie należy cała ziemia.” Dlatego, Bóg potrzebuje świadków Ducha, Któremu oni poddadzą swoje istnienie codzienne, a Dobrem będą się udzielać innym. Jezus tak, czyli Dobrem, zyskał niezwykły tytuł wybrania: Syn Człowieczy i Syn Boży. 
 
Inne postępowanie człowieka, deklarującego wiarę w Boga Jedynego niż udzielaniem się Dobrem, prawdziwie, jest zaprzeczeniem misji, z jaką Jezus posyłał Swoich uczniów, co tak obrazowo opisuje niedzielna Ewangelia: uzdrawiania i wyrzucania złych duchów. A jeśli jest zaprzeczeniem, to jest sprowadzaniem wszelkiego rodzaju nieszczęść i na innych ludzi i na Kościół Jezusa. Są wtedy, jak ci, nazywani przez Jezusa grobami pobielanymi, gotowymi nawet skazać na śmierć Człowieka Niewinnego. 

Z nadzieją jest jak ze słońcem: jeżeli podążamy w jej kierunku, ona pozostawia za nami cień naszych ciężarów.

Samuel Smiles

Polecamy

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
120 0.065854787826538